Jakub Grzyb

Historia, która poruszyła serca

Choroba malutkiego Kubusia Grzyba poruszyła serca mieszkańców naszego województwa. W zbiórki krwi, potem szukanie dawcy szpiku, a także zbiórkę pieniężną na leczenie chłopca zaangażowało się wiele osób. Akcja #WłoszczowaDlaKubusia rozlała się na całe województwo - zmobilizowała do działania nie tylko osoby prywatne, ale i służby mundurowe, organizacje pozarządowe, instytucje, szkoły czy samorządy. Jednak to wszystko nie pomogło, by wygrać z bezwzględną chorobą. Chłopiec już nie cierpi - a jego walka jest zakończona. Malutki Kubuś odszedł w nocy z soboty 11 maja. Jego historia na długo pozostanie w pamięci nas wszystkich. Ostatnie pożegnanie chłopca odbyło się we wtorek.

Wielka mobilizacja

Informacja o chorobie Kuby pojawiła się latem ubiegłego roku. Los wówczas trzymiesięcznego Kubusia zmobilizował setki osób z jego okolicy. Kiedy pojawiła się informacja, że Kubuś pilnie potrzebuje krwi, 10- tysięczne miasteczko - Włoszczowa zmobilizowało się natychmiast. Krew oddali bliscy Kubusia, ale również zupełnie obce osoby o gorących sercach z całego województwa, a nawet z różnych stron Polski. Świętokrzyskie Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa dosłownie pękało w szwach. W działania na rzecz chłopca zaangażowały się inne organizacje, instytucje publiczne i osoby prywatne. – Wiedzieliśmy, że musimy działać szybko. Najpierw udało się zmobilizować rzesze osób do oddania krwi, potem przyszedł czas na szukanie dawcy – relacjonuje Iwona Dobosz, prezes włoszczowskiej fundacji. Dzięki Kubusiowi udało się zarejestrować w naszym powiecie ponad 500 nowych potencjalnych dawców. – Historia chłopczyka zmobilizowała nas wszystkich do działania. Rejestracje dawców odbyły się w powiecie włoszczowskim, a także Szczekocinach. W pomoc dla Kubusia zaangażowało się mnóstwo osób – strażaków, policjantów, osób ze świata kultury, środowiska harcerskiego czy samorządu. Powstały filmy promujące akcję, przeprowadzone zostały prelekcje w szkołach, a także odbył się marsz wsparcia dla Kuby. Wszyscy wtedy mieliśmy jeden cel: znaleźć dawcę – uratować życie maluszka– zaznacza pani Iwona.

Promyk nadziei

Genetyczny bliźniak Kuby został odnaleziony. Ta wiadomość zelektryzowała środowisko lokalne. Wtedy bliscy Kuby i wszyscy zaangażowani w akcję poszukiwania dawcy świętowali sukces. Jednak wraz z dobrą informacją pojawiły złe wieści. Nikt nie sądził, że choroba będzie na tyle podstępna i zaatakuje ze zdwojoną siłą, a przeszczep będzie musiał zostać odłożony... Znów pojawiło się nerwowe czekanie. – Tak cieszyliśmy się na tę informację. Byliśmy pełni nadziei, bo dawca = szansa na zdrowie. Jednak szybko okazało się, że radość jest przedwczesna. Teraz to dawca musiał poczekać na Kubę –chłopiec nie był gotowy na przeszczep. – opowiada Radosław Klimas, wolontariusz Fundacji „Jesteśmy Blisko”. Jak się okazało, choroba, na którą cierpiał chłopiec – występuje zaledwie u 2,5-5 procent wszystkich dzieci chorujących na białaczkę. Wciąż brakuje wystarczających badań i lekarstw, aby lekarze mogli sobie z nią definitywnie poradzić.
W akcję ratowania życia Kubusia zaangażowały się kolejne organizację i kolejne osoby. Z pomocą armi ludzi wielkich serc rodzice poruszyli niebo i ziemie aby udało się znaleźć miejsce, w którym lekarze pomogą chłopcu. - W marcu pojawiła się szansa dla Kuby – zagraniczne leczenie – niestety bardzo kosztowane. Natychmiast uruchomiliśmy zbiórkę pieniędzy na Jego leczenie. Jednak zdrowia stan maluszka dalej się pogarszał, leczenia za granicą nie było możliwe. Dlatego zamknęliśmy ją – mówi prezes włoszczowskiej Fundacji, pod opieką której znajdował się Kubuś.

Choroba zwycięża

Po wielu konsultacjach u najlepszych specjalistów zarówno w Polsce jak i za granicą - lekarze jednogłośnie zaproponowali rodzicom podanie leku Blinotumobab. Była to terapia ostatniej szansy dla Kuby. Wszyscy wierzyli w to, że się uda i chłopiec pokona przeciwnika-nowotwór, z którym zmagał się prawie przez całe swe życie. Pojawiły się informacje o tym, że Kuba dobrze znosi leczenie – jest pogodny, uśmiechnięty. Do rodziców chłopca płynęły zewsząd słowa wsparcia. – Wierzyliśmy, że Kuba wygra z chorobą, bo już nie raz pokazywał nam, że łatwo się nie poddaje – relacjonuje Olga Huć, koordynator Fundacji „Jesteśmy Blisko”. – Dlatego tak bardzo uderzyła nas informacja o Jego śmierci – dodaje. – Na to – zarówno my, jak i rodzice chłopca, nie byliśmy przygotowani. Bo czy w ogóle można przygotować się na śmierć dziecka? Sama jestem matką i trudno mi sobie wyobrazić ból rodziców Kubusia. Teraz to im powinniśmy okazać wsparcie – mówi Małgorzata Wypychewicz, założycielka włoszczowskiej organizacji.

Rodzice chłopca dziękują wszystkim za zaangażowanie w walkę Kuby
z chorobą. – Poruszyliśmy niebo i ziemię, szukaliśmy pomocy, liczyliśmy na cud ale tak się nie stało. W tym trudnym czasie niezwykle ważne jest poczucie, że nie jesteśmy sami. Chcemy wszystkim podziękować za słowa otuchy, wsparcie, jakie otrzymaliśmy przez ostatnie miesiące – zaznaczają państwo Grzybowie. Pożegnanie chłopca odbyło się we wtorek, 14 maja w Bolminie.